Wszystko zaczęło się od obowiązkowych lekcji WF-u na uczelni. Byłam z tego faktu co najmniej niezadowolona. W liceum (nawet już pod koniec gimnazjum) tych lekcji nie lubiłam. Nigdy nie podobała mi się forma prowadzenia zajęć, zazwyczaj była rozgrywana naprzemiennie siatkówka i koszykówka. Za nauczycielami też nigdy nie przepadałam, zresztą oni za mną raczej też. W całym moim odczuciu było nudno, monotonnie, niemiło, przymusowo.
Sprawa się diametralnie zmieniła wraz z pierwszymi zajęciami akademickimi. WF okazał się być całkiem całkiem. Rozgrzewka nie trwała pół godziny, a ćwiczenia były ciekawe. Co najbardziej mnie zaciekawiło? Ćwiczenia na siłowni, a także aerobiczne z piłkami. Tak mi się spodobało, że już w listopadzie zaczęłam przymierzać się do rozpoczęcia wykonywania dodatkowych ćwiczeń w domu. Przeglądałam w Internecie ubrania sportowe, akcesoria do ćwiczeń, jak i same strony z zestawami ćwiczeń i wiedzą ogólną w tym zakresie. W styczniu odnotowałam swój pierwszy trening. Czułam się po nim fantastycznie. Wkręciłam się.

 

Jak to się stało, że tak nagle zaczęłam ćwiczyć… Wszystko dlatego, że ZMIENIŁAM SWOJE NASTAWIENIE. Zobaczyłam, że ćwiczenia mogą być fajnie, nie muszą być przymusem i katorgą! Myślę, że każdy kto chciałby zacząć się ruszać, ale brak mu do tego chęci, tak naprawdę jeszcze do tego nie ”dojrzał”. Nie było w jego życiu sytuacji/rzeczy/osoby, która dałaby mu do tego kopa.  Nie wiem, kiedy sama zaczęłabym, gdyby nie uczelnia. Jako, że problemów z tyciem nigdy nie miałam i kalorii liczyć nie musiałam (nadal nie muszę, uff) to sportem szczególnie nie musiałam się interesować. Nie myślcie też, że siedzę całe życie przy komputerze i nie wychylam stopy za drzwi 🙂 w lecie np. bardzo dużo jeżdżę na rowerze. Przy okazji tego przykładu muszę zaznaczyć, że każda forma aktywności fizycznej jest dobra i jeśli masz problemy z nadwagą to wcale nie musisz się zaharowywać na siłowni, jeśli tego nie lubisz. Spośród bogatej oferty sportu wybierz ten, który Ci najbardziej odpowiada.  Bardzo dużo ludzi ceni sobie bieganie i ja sama też zamierzam zacząć tę dyscyplinę. Tak naprawdę w tych czasach każda dawka ruchu jest dobra. Nawet dodatkowy spacer po południu.
Ważne, by nie robić niczego wbrew sobie i CZERPAĆ Z TEGO PRZYJEMNOŚĆ. Ktoś teraz mógłby powiedzieć „Yhym, mi się nie chce ćwiczyć, zatem nie zacznę tego robić wbrew sobie” haha oczywiście nie o to mi chodzi, mam nadzieję, że rozumiecie 🙂 Nie warto też od razu rzucać się na głęboką wodę. Lepiej małymi krokami i z lepszym nastawieniem.
Jeśli już podejmiesz ten pierwszy krok, będziesz potrzebować sporo samodyscypliny. Motywacja – to Ci się przyda! Dla jednych motywacją będą zdjęcia wysportowanych osób w Internecie, dla innych dobra książka (polecam zajrzeć do Anny Lewandowskiej). Znajdź swoją własną, która Tobie odpowiada.
A co ja właściwie ćwiczę? Mam ułożone zestawy ćwiczeń na wszystkie partie ciała (oczywiście podzielone na poszczególne dni). Nie ćwiczę z Chodakowską, czy Mel B, ale nie neguję i może spróbuję ich treningów. Póki co mam swoje zestawy i staram się je coraz lepiej technicznie wykonywać. Do ćwiczeń używam kilku akcesoriów, tj. sztangi, hantelek, gumy, piłki oraz maty do leżenia. W planach miałam nabyć jeszcze kettlebell, ale właściwie to nie jest mi na razie aż tak potrzebny.
Gdyby ktoś jeszcze po tym tekście chciał mnie zapytać, po co ćwiczę, to już teraz udzielam odpowiedzi: Bo ćwiczenie to samo zdrowie. Ćwiczę, żeby nie mieć w przyszłości problemów zdrowotnych, żebym była silna i energiczna. Efektów w postaci mięśni nie pomijam, też mają dla mnie znaczenie 🙂 No i oczywiście nie ćwiczę „żeby schudnąć”, co niektórzy chyba myśleli. Poza tym wspomnę, że samo ćwiczenie to tylko 30% sukcesu w utracie zbędnego tłuszczyku. Dieta jest najważniejsza.
***
Ten wpis zapoczątkowuje nową kategorię „ZDROWIE” na blogu i jeśli Was ona zainteresuje, a pewnie tak będzie (teraz to takie modne :)), zacznę dodawać więcej postów, przedstawię może dokładniej moje ćwiczenia. Dlatego dajcie znać, co o tym myślicie – to dla mnie dużo znaczy 🙂