No i stało się!
Nadszedł czas, że i ja musiałam założyć aparat na zęby. Mam go już dokładnie
tydzień. Jakie są moje odczucia z tym związane? Zapraszam do lektury :)

Środa 17.02.2016r.,
godz. 12:00 – zasiadam na fotelu u ortodonty. Samo zakładanie aparatu nie jest
bolesne, trwa około godziny. Pani ortodontka przedstawia mi zasady pielęgnacji
i higieny aparatu, jamy ustnej. Informuje, że jeszcze tego samego dnia wieczorem
zacznę odczuwać ból zębów. A na ewentualne otarcia wewnętrzne dziąseł dostaję
małe pudełeczko z woskiem, który ma niwelować ból i regenerować rany. Wychodzę
z gabinetu, jeszcze w samochodzie robię selfie (KLIK), jako szczęśliwa posiadaczka
aparatu. Wracam do domu, normalnie zjadam obiad, a o aparacie mogłabym
zapomnieć, gdyby nie odczucie, że cały czas coś mam na zębach. Również mówię
normalnie, w ogóle nie seplenię. Nadchodzi godzina 18 i zęby zaczynają boleć,
na kolację nie zjadam nic twardego, tylko zupę krem. Ból utrzymuje się kilka
godzin, ale po północy ostatecznie zasypiam, bez żadnych tabletek. Nie mam
żadnych otarć/aft w jamie ustnej, zatem wosk nie jest mi potrzebny. Przesypiam
spokojnie całą noc.
Czwartek 18.02.1016r
– budzę się z jeszcze większym bólem zębów. Są tak nadwrażliwe, że dotknięcie
językiem powoduje  „przeniknięcie
prądem”. Na śniadanie, a także drugie śniadanie, jem płatki jaglane na mleku.
Plusem jest to, że mogę pić kawę :) mimo to głodzę się kilka godzin, bo nie
mogę zjeść obiadu. W końcu decyduję się przeżuć coś ósemkami. Generalnie cały
dzień czuję ucisk na zębach, ale środki przeciwbólowe nie są konieczne.
Piątek 19.02.2016r –
dzień 3. Ząbki  bolą, ale znaczniej mniej. Gdy
się czymś zajmę, to nawet zapominam, że mam aparat.
Sobota 20.02.2016r –
dzień 4.         -||-
Niedziela
21.02.2016r – dzień 5. Już nie odczuwam bólu. Zaczynam normalnie jeść, gryząc.
Z dnia na dzień było
coraz lepiej. Po pięciu dobach zaczęłam normalnie gryźć tylną częścią szczęki.
I to nawet mięso, z tym, że oczywiście nie smażone. Dzisiaj, gdy minął tydzień,
czuję się już zupełnie normalnie. Bezpośrednio przednimi zębami nie jestem w
stanie ugryźć np. bułki, ale nie stanowi to dla mnie problemu. Jedyny problem
jaki mam, to brak pomysłów na posiłki na uczelnię – takie, żebym nie musiała
myć zębów. Ale myślę, że jeszcze chwila i to opracuję :)
Tak naprawdę, dużo
gorzej wspominam wyrywanie zęba. Fatalnie to zniosłam i nie chcę już tego nigdy
powtarzać. Często jednak przed założeniem aparatu trzeba któregoś zęba usunąć,
albo i dwa. U mnie była to prawa 5, ze względu na to, że wszystkie górne zęby w
tę stronę muszą się przesunąć. Mam dużą asymetrię względem dolnego uzębienia.
Co więcej, jedynki są aż zbyt wyprostowane, a może i trochę cofnięte, przez co
mam je z tyłu spiłowane. Ratunkiem jest wypchanie ich do poziomu dwójek. Gdy to
nastąpi (prawdopodobnie po 3 miesiącach), założę aparat na dół. Teraz by się po
prostu nie zmieścił.
Na koniec jeszcze
wspomnę, że będąc w podstawówce, nosiłam aż 3 aparaty ruchome. Faktycznie,
wyprostowały mi zęby, ale nie do końca. Już wtedy wiedziałam, że prędzej czy
później nadejdzie moment założenia aparatu stałego.
Wpisem tym
zapoczątkowuję nowy cykl na blogu. Nie martwcie się, nie będę przez dwa lata
zasypywała Was informacjami jak się czułam, dzień po dniu. Co jakiś czas
podzielę się z Wami losem moich zębów. Myślę, że część osób może być tą
tematyką zainteresowana. Zwłaszcza tym pierwszym tygodniem, kiedy nie wiadomo,
czego się spodziewać.

Comments

comments