Przedstawiam Wam wrota do mego królestwa. Zamiast wymieniać stare drzwi, postanowiłam je odświeżyć i w ten sposób uzyskałam nowe, niepowtarzalne wejście. To było najbardziej wymagające DIY, jak do tej pory. Ale po kolei.
Ten post zapowiadałam już dwukrotnie na moim Instagramie. Żartobliwie napisałam, że mimo iż jestem blondynką i blogerką, to dzielnie sobie sama radzę!
Nad zmianą moich drzwi zastanawiałam się od dłuższego czasu. Myślałam też nad całkowitą wymianą ich na nowe, klasyczne, ale powstrzymywał mnie fakt, że otwarte zajmowałyby dużo miejsca z racji tego, że mam mały pokoik. Klamka zapada, decyduję się je przemalować. Jakich narzędzi potrzebuję do wykonania wszystkich prac?

– papier ścierny, żeby zmatowić zarówno drzwi, jak i futryny, których kolor mi nie pasuje
– taśma maskująca do malowania
– pędzel i wałek
– emalia akrylowa do drewna i metalu
– klej do lustra (żeby go nałożyć potrzebujemy też pistolet do silikonu)

No to zabieram się do pracy.

Krok 1. Drzwi i futryny są już przemalowane.

Krok 2. Przyklejam do drzwi kawałki luster (w tym już nie byłam taka samodzielna, z pomocą przyszedł brat). Kupiłam je w Ikeii za 30zł. Wprawdzie były do nich dołączone kawałki taśmy do przymocowania, jednak nie wyglądały one porządnie. Wolałam użyć kleju przeznaczonego do tego celu, bo przecież nie chcę żeby mi lustra runęły w dół.
Od zawsze chciałam mieć w pokoju duże lustro, ale najzwyczajniej nie mam na nie miejsca. Dobrze, że wpadłam na ten pomysł i w końcu mam gdzie robić selfies 🙂
Krok 3. Zawieszam nad lustrem cotton balls, które kupiłam w Biedronce za 40zł (regularnie co jakiś czas pojawiają się w sklepach). W tym celu wcześniej jeszcze przykręcamy dwie małe śrubki, służące za haczyki.
Gdy drzwi są zamknięte to niestety wisi pojemnik z bateriami. Jednak ja najczęściej mam je otwarte, a wtedy mogę go położyć i ukryć.

 

 

 

 

 

 

I jak Wam się podoba ostateczny efekt? Ja jestem oczarowana 🙂 zwłaszcza, gdy jest ciemno i zaświecam cotton balls. Wszystko wyszło dokładnie tak, jak chciałam.