Mam swoje ulubione internetowe księgarnie, które regularnie odwiedzam. Ciekawych nowości wydawniczych poszukuję także na różnych blogach. Do czego się to sprowadza? Do nałogowego kupowania książek…

Czy to jest choroba? – zastanawiałam się. Przekopałam Internet, ale nic konkretnego nie znalazłam. Dowiedziałam się za to, że nie tylko ja borykam się z tym problemem. Jest nas więcej! Nie tylko do mnie każda ładna okładka woła „Weź mnie”.

Kiedy się to zaczęło? Gdy skończyłam liceum i całą przymusową edukację zostawiłam za sobą, miałam swoje najdłuższe 4-miesięczne wakacje. Wtedy postanowiłam kupić kilka książek, które miałyby mnie wprowadzić w klimat studiów (kierunek Zarządzanie). Szkolnych lektur nigdy nie lubiłam, zabijały we mnie chęć czytania czegokolwiek. Wraz z zakupem interesujących pozycji, obudziła się we mnie chęć poszerzania swojej wiedzy w przeróżnych dziedzinach.
Obecnie, nie mam miesiąca wolnego od książkowych zakupów. Można powiedzieć, że naginają mi się już półki (rzecz jasna, na zdjęciu to nie wszystko). Chciałabym otoczyć się milionem książek. Marzy mi się kiedyś regał na całą ścianę. Tylko tu nasuwa się mały problem… nie nadążam z czytaniem. Sporo czasu spędzam w sieci, gdzie również zgłębiam wiedzę i na książki często już tego czasu brakuje. Też tak macie? Kupujecie książki, bo wydają się być takie ciekawe/są ładne/polecane? Ja często się na tym łapię. Całe szczęście, że ogranicza mnie zasobność portfela i istnieją też inne wydatki.
Myślałam, że teraz – w trakcie wakacji – gdy nie chodzę na uczelnię, będę każdą wolną chwilę spędzać z nosem w książce. Jednak dopadło mnie słodkie lenistwo. Może warto w tym momencie postawić sobie WYZWANIE? Zanim nie przeczytam wszystkich zalegających książek, nie kupię nowych! A jeśli przeczytam jedną na tydzień, to całkiem szybko się uwinę z zaległościami. Kto wchodzi w to razem ze mną?

 

  • Na szczęście nie mam takiego problemu, choć zawsze marzyła mi się mała biblioteczka w moim przyszłym domu 🙂 W sumie kiedyś kupowałam książki częściej niż obecnie, bo bycie studentem narzuca pewne ograniczenia, ale zawsze pochłaniałam je tego samego wieczora i nie kupowałam nowych zanim nie przeczytałam tych pierwszych. Myślę, że to dobre dla Ciebie wyzwanie, żebyś przeczytała wszystkie książki, z którymi tego jeszcze nie zrobiłaś przed zakupem nowych a później ustaliła sobie limit kupowanych książek. Na przykład cztery miesięcznie, bo wtedy będziesz miała szansę je przeczytać a w razie niewyrobienia się, zasadę niekupowania następnych do czasu skończenia poprzednich. Nie słyszałam nigdy o książkoholizmie, ale skoro można uzależnić się od każdej dziedziny życia to czemu nie od kupowania książek? Tym bardziej, że po tym co napisałaś wydaje mi się, że bardziej zależy Ci właśnie na tym, żeby je mieć niż żeby je przeczytać. Życzę powodzenia w wyzwaniu! 🙂

    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili,
    VANILLAMADNESS.com

  • Jakbym czytała o sobie. Stos rośnie, bo żal nie kupić, ale w czytaniem zaległości.

  • też ostatnio kupuję sporo książek i… na szczęście je czytam 🙂 Bo zdarzało się tak, że leżały na półce

  • Pingback: ULEPSZACZE JESIENNYCH WIECZORÓW | In Marlena's World()

  • Alicji pisanie

    wiesz, że ja mam podobnie… z tym, że ja jeszcze jako tako czytam te książki. Czasem potrafię cały dzień na to przeznaczyć, ale i tak dużo mi „zalega”. Zanim wszystkie przeczytam minie pewnie parę lat. Mam zakaz wchodzenia do księgarń i nawet nie patrze w ich kierunku. Ale czasem i tak dopada mnie słabość i jakąś kupię… a te wszystkie przeczytane oddaję do wiejskiej biblioteki:)

    • Też ostatnio właśnie zastanawiałam się nad oddaniem książek do biblioteki, bo nie mam ich już gdzie trzymać 😀