slow-fashion-detoks-ubraniowy-inmarlenasworld-_DSC7192

To już moje drugie podejście do tematu slow fashion. Pierwszy raz książkę Joanny Glogazy przeczytałam rok temu. Czy poskutkowała? Niestety nie… wszystko dlatego, że pracowałam wtedy w sklepie odzieżowym i na co dzień miałam do czynienia z ubraniami w kusząco niskich cenach. Mimo, iż miałam już przyswojoną jakąś wiedzę z książki, to w praktyce ciężko było ją zastosować. Ostatecznie, pewnie połowę pensji zostawiłam w miejscu pracy, a moja szafa w ciągu pół roku „nieco” się rozrosła.

Gdy złożyłam wypowiedzenie, zamknęłam ten rozdział w swoim życiu. Przestałam pracować = przestałam kupować. Czasem zdarzało mi się jeszcze na coś skusić, ale nie w takich ilościach. Dorobiłam się takiego dobytku, który pozwoliłby mi na przetrwanie kilku sezonów bez zakupów. Choć to bardzo optymistyczne założenie, z uwagi na to, że jakość moich rzeczy jest w większości przeciętna. Czasem docierał mi tlen do mózgu, bo na szczęście zaopatrzyłam się w kilka naprawdę dobrych elementów – o nich planuję osobnego posta.

slow-fashion-detoks-ubraniowy-inmarlenasworld-_DSC7188

Wracając do książki…

Jest ona kompendium wiedzy w temacie slow fashion. Czytałam ją ostatnie 2 tygodnie, powoli, by spokojnie przyswajać wiedzę. Najważniejsze, że nie ma w niej żadnych odgórnie ustalonych list must have, czy wskazanej ilości sztuk odzieży, która powinna wypełniać nasze szafy. Wszytko ustalamy w zgodzie ze sobą i swoim stylem życia.

Z pierwszym rozdziałem mogę się w 100% utożsamić z autorką. Będąc blogerką, ciężko sobie wmówić, że darmowe ubrania wysyłane w formie „współpracy”, wcale nam nie służą. Gdy przebrniemy przez tę barierę, później będzie tylko lepiej.

Kolejne strony książki same się przewijają, zasięgamy rad, m.in. jak wyjść z błędnego koła szybkiej mody, jak uporządkować swoją szafę… aż dochodzimy do rozdziału o budowaniu mapy stylu. Tutaj na chwilę utknęłam z czytaniem. Wycinanie skrawków gazet, drukowanie obrazków z Internetu i zestawianie ich w moodboard – sama myśl mnie przytłoczyła. Może dlatego, że nie mam problemu z definiowaniem, w czym się czuję najlepiej, które kolory preferuję, jak sobie wyobrażam swój idealny look. To wszystko jakoś instynktownie do mnie przychodzi.

Jak wyglądają rezultaty po przeczytaniu książki?

  1. Moim ulubionym zajęciem jest ostatnio wyrzucanie ubrań z szafy.
  2. Sprawdzam metki swoich ubrań. Póki co, nie jestem w stanie pozbyć się akrylu z mojej szafy, ale wiem, że w przyszłości postaram się o zakup wełnianych swetrów.
  3. Zrozumiałam, że klasyka zawsze będzie w modzie i to w nią warto inwestować. Pamiętacie szał na Lity? Każdy jest w stanie wskazać, kiedy były modne. Trend ten już dawno minął, a buty leżą upchnięte daleko w szafce. Wyrzucić szkoda, a przecież nikt już ich nie kupi. To przykład klasycznego wyrzutu sumienia.
  4. Galerie handlowe mnie odrzucają. Choć to w większej mierze zasługa pracy w sklepie. Niemniej jednak nie mam potrzeby, by się do nich kierować bez konkretnego celu.
  5. Mniej znaczy lepiej (dlatego planuję też zakup drugiej książki Joanny Glogazy pt. „Slow life”).

Myślę, że jestem na dobrej drodze. Nawet na miniony black friday byłam obojętna, mimo iż rabaty wyskakiwały z lodówki. Jedyne, czego się obawiam, to wyjazd za granicę i wizyta w Primarku 🙂 Już za miesiąc będę miała okazję zajrzeć do tego sklepu, ale na pewno nie będę w nim szaleć. Wszystko tam jest niby tanie, ale przy kasie wyskakuje niezła sumka – taka, której wcale nie planujemy tam wydawać. A w podróży można lepiej spożytkować pieniądze.

 

Comments

comments

  • Od ponad pół roku wprowadzam w swoje życie i swoją szafę filozofię slow fashion. Mam już za sobą etap kiedy chciałam dużo byle jak i na krótko. Coraz więcej uwagi przykładam do materiału, składu i jego pochodzenia. I owszem, takie ubrania są zdecydowanie droższe ale jeśli zostaną dobrze dobrane – bedą służyć nam dłuuużo dłużej niż jeden sezon.

  • Pingback: BLOGGERS DO IT BETTER | In Marlena's World()

  • Pingback: BLACK & MINT | In Marlena's World()