„Jak się nauczyć, nie lubiąc się uczyć?” – to pytanie chyba zadał sobie każdy, kto pod przymusem obowiązku szkolnego, przysiadał do nauki nielubianego przedmiotu. Niektóre przychodzą nam łatwo, inne trudniej. Jak do nich podejść?

Beata Pawlikowska (którą jak wiecie uwielbiam) dzieli się w jednej ze swoich książek pięcioma zasadami efektywnej nauki. Oto one:

1. Musisz chcieć się tego nauczyć.

To już na starcie wiem. Chcę się tego nauczyć, bo chcę to w końcu zdać i mieć już za sobą. Proste.

2. Musisz chcieć się tego nauczyć dla siebie, a nie dlatego, że wymaga tego sytuacja albo inni ludzie.

A no właśnie. I tu się zaczynają schody. Jak to dla siebie? Przecież to mi się nigdy nie przyda… Przecież ja tego nie lubię, to nie moja dziedzina… To bardzo popularne wymówki. Jak więc przekonać samego siebie, że warto wchłonąć tę wiedzę DLA SIEBIE? Najlepiej za pośrednictwem argumentów, np.:
  • jeśli się tego nauczę to pokonam swoje słabości
  • udowodnię sobie, że jeśli chcę to potrafię wszystko
  • nigdy nikt mnie nie zaskoczy  w tej kwestii
  • nie ośmieszę się w rozmowie
  • zdobędę wszechstronną wiedzę
  • może mi się to jednak kiedyś przydać, bo kto wie, co będzie za kilka lat
  • poprzez naukę stale ćwiczę swój umysł
  • rozwijam się i nie stoję w miejscu

Ciężko przekonać jest swoją podświadomość – bo to do niej się wszystko sprowadza. Warto jednak znaleźć indywidualnie najlepsze argumenty i przekonać ją, że uczymy się dla samych siebie.

3. Musisz skoncentrować swoją uwagę na tym, czego się uczysz.

Wszystkie media społecznościowe OFF. Sam laptop odsuwamy też z zasięgu ręki. Wszystkie inne rozpraszacze usuwamy też z pola widzenia. Na biurku lądują tylko notatki, z których się uczymy oraz dodatkowa kartka papieru i długopis. Po co? Często jest tak, że gdy siadamy do nauki, nagle przypominamy sobie o megaważnych sprawach do załatwienia albo przychodzą nam do głowy świetne pomysły. W takiej sytuacji nie odrywamy się od nauki, a zapisujemy te wszystkie  sprawy na kartce i mamy wtedy pewność, że nie zapomnimy o nich. Przecież nie musimy ich załatwiać od razu, tak jakby chciała nasza podświadomość. Możemy to zrobić za parę godzin, gdy już się nauczymy.

4. Musisz na głos powtórzyć to, czego się właśnie nauczyłeś.

Uczenie się po cichu, czytając tylko w myślach, daje nam tylko poczucie, że się nauczyliśmy. Gdy przychodzi co do czego, nagle dziwimy się, że połowy materiału nie pamiętamy. Czytanie danego zdania na głos przekonuje podświadomość, że jest to ważna kwestia i musi ją zakodować. Podświadomość nie zawsze działa w zgodzie z naszym umysłem, dlatego musimy ją przekonywać – powtarzając zagadnienia kilkukrotnie. Brzmi to może zawile, ale tak to właśnie działa. Niemniej jednak, by to się stało, muszą być spełnione poprzednie punkty. Przede wszystkim koncentracja, bo inaczej w dalszym ciągu nic nie zdziałamy.

5. Musisz utrwalić tę wiedzę poprzez praktyczne ćwiczenia.

Jesteśmy już na finiszu. Spędziliśmy kilka godzin nad książką, w pełni skoncentrowani, przekonani o słuszności nauki dla swojego własnego rozwoju. Już mamy wrażenie, że naprawdę się nauczyliśmy. Ale hola, hola. Chcesz być na 100% przygotowany? Tak? To musisz to przećwiczyć. W przypadku zadań matematycznych – wiadomo, co robić. Ale co, gdy uczymy się wydarzeń historycznych? Możesz zwerbować mamę, siostrę, czy współlokatorkę, by Cię przepytała ale dobrym sposobem są też fiszki. Kartkę dzielisz na kilka mniejszych kawałków i kolejno z jednej strony piszesz pytanie, a z drugiej odpowiedź na nie. W ten sposób sprawdzasz, czy to, co myślałeś, że się nauczyłeś, jest faktycznie w Twojej głowie.
***
A Wy stosujecie powyższe zasady? Może macie jakieś sposoby na efektywną naukę?