Odkąd pamiętam, nigdy nie mogłam znaleźć odpowiedniego kalendarza / plannera / organizera, który spełniałby wszystkie moje wymagania. W 2014 roku zrezygnowana kupiłam zwykły notes i zaczęłam go dostosowywać wedle własnych potrzeb – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że fachowo tak zorganizowany zeszyt nazywa się bullet journal. Od roku w pełnej świadomości planuję swoją codzienność właśnie w nim. Jaką ewolucję przeszło moje narzędzie organizacji? O tym w dalszej części posta.

Po pierwsze, mały rzut na to, jak wyglądały moje plannery w przeszłości, począwszy właśnie od tego z 2014r. (starszych zapisków już nie posiadam).

Z lewej strony znajduje się tabela, którą pamiętam, że zaprojektowałam w Wordzie i wydrukowałam w ilości przypadającej na cału rok. Następnie poprzyklejałam w taki sposób, by zawsze mieć obok wolną stronę na zadania nieoznaczone w czasie i luźne notatki. Nie lubię pokazywać moich zapisków, więc pozaklejałam je karteczkami. Jak widzicie jednak, ta metoda była dosyć męcząca (ciągłe klejenie), więc…

Tuż po nim postanowiłam zaprojektować samodzielnie organizer i następnie go wydrukować. Teoretycznie powinien sprawdzać się świetnie, bo przecież projektowałam go bezpośrednio pod własne potrzeby, jednak okazało się, że nie każdego miesiąca potrzebuję takiej samej przestrzeni do planowania.

Mimo wszystko, bardzo przyjemnie mi się w nim pracowało. W nim również miałam rzut na cały tydzień – w ten sposób zawsze mi było najprościej ogarnąć taki czas.

Ostatecznie, rok temu, przeniosłam się do pustego notesu, którego zaczęłam uzupełniać ręcznie, z miesiąca na miesiąc. To jest dla mnie odpowiednia definicja bullet journal’a. Bo zasad nie ma w nim żadnych, planowanie jest totalnie elastyczne, zależne od właściciela. Teoretycznie istnieje sprecyzowany system dostępny na oficjalnej stronie, ale każdy kto własnoręcznie prowadzi kalendarz, może go w ten sposób nazywać.

Tak prezentowała się klasyczna miesięczna rozkładówka. Choć wypróbowałam wiele różnych kombinacji wizualnych, to ta sprawdzała się u mnie najlepiej. Gdy raz takiej nie rozrysowałam, straciłam orientację. Ale więcej o tej metodzie dalej.

Rozkładówka tygodniowa natomiast wyglądała niemal tak samo, jak w wersji plannera z 2014 roku, jednak zamieniłam miejscami strony. Na powyższym zdjęciu dodatkowo możecie zauważyć, że wszystkie nagłówki / dni tygodnia napisałam w języku hiszpańskim, dzięki czemu naturalnie nauczyłam się tych słówek (więcej o samodzielnej nauce hiszpańskiego w domu już niedługo).

Na początku mój bullet journal był bardzo prosty, ale z czasem wkręciłam się w rysowanie. Choć nie wychodzi mi to może najlepiej, czerpię z tego przyjemność. Inspiracją służy niezawodny Pinterest.

Tak to wszystko wyglądało do tej pory. Wraz z czerwcem kończy mi się miejsce w aktualnym zeszycie, więc pora na nowy. Zamierzam w nim zostać do końca roku, a od 2019 zacząć kolejny – w kropki.

Co zawiera mój magiczny notes?

Po spędzonym roku w moim pierwszym BUJO mogę stwierdzić, że doszłam do absolutnego minimum, jeśli chodzi o zapiski. Początkowo tworzyłam wiele list, habit trackery (czyli tabelki kontrolujące wykonywanie jakiejś czynności), wszystko obszernie rozpisane. Teraz moje niezbędniki to:

1. ROZKŁADÓWKA MIESIĄCA

Zostawiłam w niej widok na dni miesiąca w ujęciu pionowym oraz 3 główne zakładki, takie jak: OSOBISTE, PRACA (wcześniej STUDIA) oraz BLOG. W ten sposób wszystko wygląda bardzo przejrzyście. Po prawej stronie natomiast wypisuję swoje małe cele do zrealizowania w danym miesiącu + zawsze mam na dole trochę miejsca rzeczy, które chcę zanotować na kolejny miesiąc.

2. STRONY KONTROLNE

W marcowym Tu i Teraz pisałam o ćwiczeniu wdzięczności i wspomniałam, że bardzo dobrze się do tego sprawdza zapisywanie codziennie jednej rzeczy – u mnie właśnie w bullet journalu. Do tego służy mi strona zatytuowana „DZIĘKUJĘ ZA”. Na następnej mam natomiast tabelkę, w której zapisuję wszystkie swoje przychody i wydatki z uwzględnieniem kategorii (najbardziej mi odpowiadających) – dzięki temu na koniec miesiąca, po podliczeniu, widzę dokładnie, w której kolumnie wyszła najwyższa kwota.

3. ROZKŁADÓWKA TYGODNIA

Te strony są u mnie bardzo elastyczne, zależnie od miesiąca. Na lipiec zdecydowałam, że nie potrzebuję dodatkowej wolnej strony i takim sposobem mam widok od razu na 2 tygodnie. Aktualnie taki mi odpowiada, ale w sierpniu, jeśli zajdzie taka potrzeba, wrócę do starego systemu. To właśnie sobie cenię w tworzeniu kalendarza na bieżąco – totalna elastyczność.

W moim BUJO istnieje też wiele stron rozwojowych (na początku), które systematyzują moje cele i nawyki, które chcę wyrobić. Na końcu notesu mam natomiast wiele list z rodzaju TO DO / MUST HAVE, np. pomysły na posty blogowe, wishlist, książki do kupienia, miejsca w Krakowie do odwiedzenia, lista 100 celów życiowych, pomysły na śniadania, ciekawe kursy i wiele innych. Bardzo lubię mieć wszystkie te rzeczy zebrane w jednym miejscu. Dzięki temu, gdziekolwiek jestem, a mam ze sobą mój notes – wiem, że mam wszystko, co dla mnie istotne.


Inspiracje do BUJO czerpię od wielu dziewczyn z Pinteresta, Youtuba, ale nie mogłabym nie wspomnieć o Kasi z Worqshop, której styl jest mi bardzo bliski.

A Wy planujecie w bullet journal? Może zamierzacie zacząć? Mówi się, że klasyczny BUJO powinien być w kropki, ale ja planowałam i w linie i w kratkę, a nawet chwilę na gładkich kartkach, więc naprawdę to nie ma znaczenia. Ważne, żeby właścicielowi odpowiadało 🙂