Chyba każda z nas marzy, by mieć piękne, zdrowe, mocne i lśniące włosy? Znalazłam 3 rozwiązania, które zagwarantują poprawę ich kondycji!

Zacznę od tego, że jeszcze w październiku moje włosy były w fatalnym stanie (pierwsze zdjęcie poniżej). Wcześniej w ogóle nie przykładałam wagi do ich specjalnej pielęgnacji, używałam po prostu jakiegoś szamponu, jakiejś odżywki i tyle.

1- POST 2 – POST

Po powrocie z Irlandii, pierwsze co zrobiłam, to poszłam do fryzjera. I wtedy doznałam szoku. Pani fryzjerka zapytała:

Czy Pani codziennie prostuje włosy?

Odpowiedziałam przecząco, przecież przez ostatnie 3 miesiące moje włosy nie wiedziały co to prostownica czy lokówka. A nawet suszarka, bo w ogóle jej nigdy nie używam. Powiedziałam, że nie robię im nic złego, na co fryzjerka:

Nie robi Pani nic złego, ale też nic dobrego.

I wtedy mnie zamurowało. To była totalna prawda. Od tego momentu wiele się zmieniło.  Co prawda pewnych barier nie przeskoczę i nie wyczaruję sobie nagle gęstych loków, ale mogę doprowadzić swoje włosy do jak najlepszego stanu. Zobaczcie, jakie nowości wprowadziłam w rutynę pielęgnacyjną.

Sposoby na piękne włosy

1. Maska zamiast odżywki

Zawsze po umyciu włosów szamponem, nakładałam na końcówki odżywkę. Jednak zamieniłam ją na maskę, konkretnie L’Oreal do włosów farbowanych i działa ona rewelacyjnie. Jest to produkt profesjonalny, dostępny w pojemności 200ml oraz 500ml – ja mam tę drugą wersję. Uwielbiam jej zapach, kolor, konsystencję. W parę minut jest w stanie zdziałać zdecydowanie więcej, niż odżywka. Należy uważać, by nie nakładać jej za dużo, gdyż włosy mogą się szybciej przetłuszczać. Ja używam jej co 2 dni, zawsze po uprzednim umyciu.

2. Suplementy z biotyną

Od ok. miesiąca stosuję Jelly Bear Hair, które dostarczają aż 500% biotyny (kod rabatowy na -10%: BL84212589). Wyglądają przesłodko, aż chce się jeść ich więcej, niż zalecana dawka 🙂 Moje wcześniej matowe włosy zdecydowanie nabrały dzięki nim blasku. Wcześniej przez ok. 2 miesiące brałam inne suplementy, które zawierały 100% biotyny, ale bardziej upodobałam sobie misiowe żelki.

Dodatkowo w sklepie NaturalsPharm macie na wszsytko zniżkę z kodem INMARLENASWORLD. Oprócz Jelly Bear Hair, możecie znaleźć też inne żelki.

3. Cotygodniowa regeneracja

Raz w tygodniu nakładam (od środkowej części włosa) olejek arganowy bądź olej kokosowy (ten sam, którego używam w kuchni i co ważne – nierafinowany, nie jest pozbawiony wszystkich właściwości), zawijam ręcznikiem i zostawiam na parę godzin. W tym czasie włosy dostają porządną dawkę odżywienia. Regenerację przeprowadzam zwykle, kiedy mam czas w weekend i koniecznie przed myciem włosów.

Powyższe 3 zasady skumulowane razem dają świetny efekt. Oczywiście moje włosy nie są jeszcze w stanie idealnym, ale są na dobrej drodze. Potwierdzeniem mogą być baby hair, czyli malutkie, nowe włosy, których mam całkiem sporo.

Co również ciekawe, po 3 miesiącach poszłam na podcięcie końcówek i odświeżenie koloru do tej samej fryzjerki, która zareagowała na moje włosy:

Nie wiem co Pani robi z włosami, ale proszę to robić dalej.

Dowiedziałam się również, że łuska włosa jest zamknięta, dzięki czemu włosy się nie plączą, szczotka w ogóle nie zatrzymuje się podczas czesania. Końcówki niestety nadal się rozdwajają, ale przy regularnym podcinaniu i odpowiedniej pielęgnacji jest to możliwe do zwalczenia.

Jako, że udało mi się wyprowadzić włosy na dobrą drogę, postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami. A może też macie jakieś swoje sprawdzone metody? Dajcie znać 🙂