Irlandia to kraj, który ma wiele do zaoferowania. Ale mam tu na myśli cuda natury, nie miasta i rozrywkę. Najbardziej zaskakujące są te miejsca, o których nie piszą w przewodnikach, a odkrywamy je sami, często przypadkowo. I to właśnie te momenty wspominam z Irlandii najlepiej. Zamieszkać kompletnie bym w tym kraju nie chciała, ale na wycieczkę Was serdecznie zapraszam! Dzisiaj zabieram Was w dwa niesamowite miejsca.

Pierwszym z nich będzie Old Head of Kinsale znajdujące się w County Cork:

No to zaczynamy! Zdjęcia w tym wypadku mówią więcej niż słowa, zobaczcie sami.

Czy te klify nie są piękniejsze od słynnych klifów Moher? Dla mnie są 100% lepsze, ponieważ można tu dostrzec prawdziwą naturę i nie ma tłumu ludzi.

Widoki z góry to jednak za mało, schodzimy w dół klifu. Jest adrenalina!

Takich widoków wycieczka zorganizowana nie zapewnia, dlatego warto zawsze planować na własną rękę. By odkryć najbardziej niezwykłe miejsca, trzeba czasem zboczyć ze szlaku i wejść w głębie natury.

Czy ten widok nie jest kosmiczny? Schodząc w takie miejsce, należy jednak mieć na uwadze odpływ/przypływ oceanu. My trafiliśmy na idealny, piękny dzień.

A tutaj przyłapana na robieniu zdjęć z góry 😀

Na Old Head to już wszystko. Teraz zmieniamy kierunek i udajemy się w przeciwną stronę hrabstwa Cork, prawie Kerry.

Zanim zdradzę Wam dokładną destynację, zobaczcie co mijamy po drodze:

Śmieję się, że jaki kraj – takie Hollywood 😀 pośrodku niczego, w miejscowości Lehanmore.

Parę minut dalej jesteśmy już na miejscu, przy Dursey Island. Jednak my nie idziemy dokładnie na nią, a na znajdujący się tuż obok Crow Head, z którego będziemy mieć widoki właśnie na tę wyspę:

Jest zimno, mokro, ale nastawienie mimo wszystko pozytywne! Superstar’y co prawda nie były najlepszym rozwiązaniem, ale niestety nie byłam w posiadaniu górskiego obuwia. Trzeba było na siebie uważać chodząc po śliskich skałach, ale dałam radę.

Kurtka, która towarzyszyła mi każdego dnia w Irlandii, nawet pojawiła się na blogu stylizacja w niej. Bo będąc w tym kraju, nigdy nie wiesz, CO cię spotka. Albo – o której DESZCZ cię spotka.

Momentami trasa nie jest przyjemna, ale widoki wynagradzają. Nawet w taką pogodę można podziwiać prawdziwą, nienaruszoną naturę.

Raz ostre skały, raz iście kwiecista polana. Krajobraz zaskakuje.

W środku pustki pasą się owce i barany – znak rozpoznawszy Irlandii (obok krów).

Jesteście fanami natury, czy raczej niekoniecznie? Ja choć najlepiej czuję się w mieście, to doceniam taki kontakt z naturą. I to taką przez wielkie N, której w Polsce nie doświadczymy. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć te wszystkie miejsca, ale szczerze przyznam, że czuję się nasycona i póki co nie obieram kierunków na północ, a chętniej na południe Europy. Dajcie znać, gdzie Wy najchętniej podróżujecie 🙂

I to już wszystko w tym poście.


A jeśli mało Wam takich widoków, podrzucam więcej postów z Irlandii: