Miesiąc temu podzieliłam się z Wami pierwszą z małych rewolucji mojego pokoju – była to zmiana wizerunku wazonu. Tym razem padło na dekorację pustej ściany. Bardzo długo nie przeszkadzało mi, że na ścianie nic nie ma. Gdy byłam mała, miałam bardzo dużo rzeczy, tak więc i dużo szafek, które zapełniały każdy kawałek ściany. Po remoncie delektowałam się wręcz tą pustą przestrzenią nam łóżkiem. Jednak po kilku dobrych latach zdecydowałam się zmianę. Pomysł pojawił się w mojej głowie znikąd. Po prostu dokładnie wiedziałam, co tam chcę zawiesić.
Jako pierwsza, na ścianie zawisła ramka. Dostałam ją na 18 urodziny wypełnioną zdjęciami. Teraz zdecydowałam, że fotografie powędrują do mojego super pudełka wspomnień, a ramę uzupełnię wybranymi grafikami. Serduszka robiłam sama, ale pozostałe 3 obrazki bez problemu znajdziecie w wyszukiwarce. Zestawienie ich wszystkich idealnie wkomponowuje się do mojego pokoju.
Do ramki przywiesiłam łapacz snów. Według tradycji Indian, ma on za zadanie łapać w sieć złe sny, zostawiając nam w głowie tylko te dobre. Wraz z pierwszymi promieniami słońca, sieć się oczyszcza i wszystkie koszmary znikają. Ale uwaga, spełni on swoje zadanie, tylko jeśli będzie nam wisiał nad głową.
Oczywiście jest to tylko taka anegdota, którą traktuję z wielkim przymrużeniem oka. Co nie zmienia faktu, że owy łapacz snów bardzo mi się podoba. Lubię wszystkie indiańskie, azteckie, etno, boho, hippie motywy, więc tej dekoracji nie mogłam sobie odpuścić. Kupiłam go w sklepie Lokaah.
Kolejno, przymocowałam do ściany motyle. Mam nadzieję, że widzicie zależność: motyle wyfruwają z ramki, tak jak na obrazkach robią to z drzewa i z głowy.
Odfruwające ptaki (które często pojawiają się na różnego rodzaju obrazkach oraz tatuażach) symbolizują wolność, u mnie zastępują je właśnie motyle. Jestem zachwycona tą aranżacją. Całość prezentuje się tak lekko i ulotnie.
Motylki kupiłam w sklepie byDziubeka, ale tak naprawdę tylko dlatego, że trafiłam na jakąś dobrą promocję. Wcześniej miałam zamiar wykonać je sama. Nie jest to trudne, bo w internecie jest wiele obrazków motyli, które wystarczy wydrukować, odrysować na kartonie, wyciąć, pozaginać i przykleić. Jedyną zaletą, odróżniającą te od samodzielnie zrobionych jest to, że są wykonane z plastiku, dzięki czemu łatwo będzie je przecierać z kurzu.
Dajcie znać, co myślicie o mojej nowej ścianie. Może zainspirowałam Was do poczynienia zmian w waszych pokojach?