Zgodnie z nową tradycją, nadszedł czas na podsumowanie minionych 4 tygodni. Luty był naprawdę błogim miesiącem. Wolnym od uczelni i pełnym podróży. Wypoczęłam, naładowałam baterie i teraz wracam z nową energią.

Po intensywnym styczniu, w lutym zajęłam się głównie odpoczywaniem. A za dużo czasu wolnego wzmaga niestety lenistwo. Choć miałam wiele planów, nie udało mi się ich wszystkich zrealizować. Zrozumiałam dlaczego, ale o tym później.

CZUJĘ SIĘ zrelaksowana. Jakby ten miesiąc trwał znacznie dłużej. Dodatkowo złapałam trochę słonka w Hiszpanii, przez co od razu endorfiny skoczyły do góry.

CHCIAŁABYM rozplanować swój plan dnia w blokach czasowych. Zauważyłam, że samo wypisanie zadań nie daje u mnie rezultatów. Jestem mistrzem odkładania na później. A jeśli będę miała dokładną, godzinową rozpiskę dnia, mam nadzieję, że uda mi się mieć swój czas pod kontrolą.

W lutym chciałam wrócić do treningów i diety, ale w tym temacie całkowicie poległam. Czas więc zadbać o to teraz, zwłaszcza, że i tak muszę przygotowywać sobie posiłki na uczelnię – mogę to robić zgodnie z odpowiednią (zwiększoną) kalorycznością.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA to, że podczas mojej przewrotki w Bratysławie ucierpiał tylko aparat. Początkowo byłam bardzo zdenerwowana, gdy dowiedziałam się, że naprawa sprzętu będzie mnie kosztować 1300 złotych. Jednak po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że powinnam być wdzięczna, że np. nie skręciłam kostki. Pojechałam za granicę bez wyrobionej Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (po prostu o niej zapomniałam, do Hiszpanii już wyrobiłam), więc w razie wizyty w szpitalu, sama musiałabym pokryć koszty udzielenia mi pomocy, które, nawiasem mówiąc, byłyby znacznie wyższe niż koszty naprawy aparatu.

CIESZĘ SIĘ, że udało mi się odwiedzić 3 kraje: Słowację, Austrię i Hiszpanię. Uwielbiam podróże i niesamowicie się cieszę na odkrywanie nowych miejsc. Właśnie przez to, że wiele w tym miesiącu doświadczyłam, odnoszę wrażenie, że trwał on dłużej. Post z Wiednia i Bratysławy już się pojawił, a z Alicante będzie za niedługo!

CZYTAM – a właściwie przeczytałam książkę „Jak zostać Panią Swojego Czasu?”. Co prawda mam mieszane uczucia, co do niej. Odnoszę wrażenie, że nie do końca jestem w grupie docelowej. Może to też wynikać z faktu, że przeczytałam dotychczas wiele  książek z tematyki zarządzania czasem, planowania, organizowania. Niemniej jednak, zawiera ona bardzo przydatne informacje i dzięki niej zdałam sobie sprawę, że naprawdę potrzebuję zastosować system pracy w blokach czasowych.

Miałam w planach przeczytać „Finansowego Ninję”, jednak jakoś nie miałam ochoty na tę tematykę. Aktualnie zastanawiam się, co zacząć, więc może przyjdzie czas właśnie na nią. Plus dodatkowo coś lekkiego do tramwaju.

SŁUCHAM – jeśli muzyka, to zdecydowania ta latynoska. Nowa, przyjemna piosenka:

OGLĄDAM – obejrzałam tylko drugą część filmu, o którym wspominałam w ostatnim Tu i Teraz. Mówię o „Iluzji 2″, która również bardzo mi się podobała. Choć pierwsza zrobiła na mnie większe wrażenie. Tutaj już wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać.

CZEKAM NA – nowe zajęcia na uczelni (UPDATE: już się zaczęły, ale tekst pisałam wcześniej). W tym semestrze w końcu zaczynam wybraną specjalność – marketing. Coś, na co czekam od samego początku.


A jeśli w lutym nie byliście na bieżąco, to podrzucam linki do opublikowanych postów: