I tak oto minął pierwszy miesiąc 2019 roku. Miesiąc początkujący szereg postanowień, zapowiadający zmiany… swoją drogą, trzymacie się ich, czy już motywacja opada? Powiem Wam, że ja wprowadziłam małe zmiany do mojej codziennej rutyny, głównie za sprawą książki, o której napiszę w dalszej części posta. Także zapraszam na podsumowanie stycznia.

CZUJĘ SIĘ dosłownie wyleżana. W dalszym ciągu niestety mam zalecenie od lekarza, by wypoczywać i to głownie leżąc. Dla osób na co dzień pracujących może to brzmieć jak spełnienie marzeń, jednak wcale nie tak fajnie nagle odpuścić jakiekolwiek aktywności i całymi dniami nie wychodzić z łóżka. Mimo wszystko jednak nie narzekam, staram się jakoś urozmaicić sobie czas poprzez czytanie różnych książek, oglądanie seriali, naukę hiszpańskiego, czy kursy online.

CHCIAŁABYM w lutym ogarnąć całą wyprawkę dla dziecka, bo im dłużej przeglądam te wszystkie różności, tym bardziej czuję się zagubiona wśród miliona różnych rzeczy do wyboru. Na którą markę postawić? Co będzie naprawdę potrzebne, a co może sobie odpuścić, by się nie zagracić? Kto przez to przechodził, ten z pewnością wie, o czym mówię! Dlatego wszelkie rady mile widziane 🙂

JESTEM WDZIĘCZNA ZA zdrowie. Bo tak naprawdę to czym jest przymusowe leżenie w porównaniu do innych gorszych problemów, z którymi ludzie się zmagają.

CIESZĘ SIĘ, że udało się jakoś usystematyzować moje poranki i skupiać się na pozytywach.

POTRZEBUJĘ ogarnąć przestrzeń wokół siebie i wyprzedać większość swojej szafy. Część rzeczy już jest wystawiona, więc jeśli macie ochotę odświeżyć swoje garderoby, to zapraszam na moje Vinted.

CZYTAM książkę, która jako jedna z niewielu motywacyjno-rozwojowych naprawdę do mnie trafiła. Mowa tutaj o Fenomenie Poranka Hala Elroda. Być może obił Wam się o uszy ruch Miracle Morning, który właśnie on zapoczątkował. Hal namawia do wcześniejszego wstawania, by zaraz po przebudzeniu wykonać 6 przyjemnych i rozwojowych czynności, które określa mianem życiowych SAVERS. Myślę jednak, że przygotuję o tym oddzielnego posta, bo mogłabym się tutaj za bardzo rozpisać. Także już niedługo możecie się spodziewać takiego wpisu na blogu.

SŁUCHAM właściwie to prawie niczego, nie będę tu oszukiwać. Nie wiem jak to się stało, ale ostatnio preferuję ciszę. Jeśli już słucham czegoś to są to lekcje hiszpańskiego bądź seanse motywacyjne z aplikacji Breathe.

OGLĄDAM – ostatnie dwa tygodnie to nic, bo już mam pomału serdecznie dość oglądania czegokolwiek. Za dużo już tego odmóżdżania 🙂 ale i tak mogę Wam polecić dwa seriale, które obejrzałam w styczniu na Netflixie. Pierwszy z nich to Nicky Jam: El Ganador – dla wszystkich fanów tego artysty, ogólnie reggaetonu, klimatów ulicy i narkotyków, albo po prostu języka hiszpańskiego. Mi serial bardzo przypadł do gustu, choć nic i tak nie zastąpi mojego ulubionego La casa de papel. Drugi serial stycznia to The Letdown – z przymróżeniem oka na macierzyństwo. Polecam przyszłym mamom, ale nie tylko. Oglądając zmagania bohaterki jakoś nabieram większego przekonania, że sobie poradzę.

CZEKAM NA kurierów, haha. Wyobraźcie sobie zakupy wyprawkowe tylko online. Kurierzy odwiedzają mnie częściej, niż znajomi 😀


A jeśli w styczniu nie byliście na bieżąco, to podrzucam linki do opublikowanych postów: