Po dłuższej nieobecności… witajcie! Z niemałym poślizgiem dodaję posta ze zdjęciami z gór. Na początku czerwca wybrałam się do Piwnicznej-Zdrój w ramach sekcji „turystyki rowerowej” organizowanej na mojej uczelni. Szczerze, nigdy nie przepadałam za górami. Ostatnio jednak średnio co kilka miesięcy tam wracam! Poprzednio byłam w lutym, relację mogliście zobaczyć TUTAJ. Wtedy były narty, tym razem padło na rowery.
Bardzo aktywnie. Łatwo nie było, miałam swoje wzloty i upadki, ale ogólnie dałam radę, mimo iż zaciętym rowerzystą nie jestem. Co prawda, w wakacje jeżdżę bardzo chętnie, ale po równinach, nie po terenach górzystych i tak ekstremalnych jak podczas tego wyjazdu.
Muszę zaznaczyć, że na rowery wybrałam się, by po prostu odrobić zajęcia z basenu, na które nie uczęszczałam. Jednak cieszę się, że tak się stało, bo wyjazd ten pokazał mi, ile maksymalnie mogę z siebie dać, pokazał granice moich możliwości fizycznych – to jak bardzo mogę się zmęczyć. Teraz już wiem, że moje treningi w domu to pikuś i stać mnie na dużo więcej. Chodzi dokładnie o ten moment, w którym tak bardzo chcesz, a nie możesz. To piękne uczucie, jeśli tylko nie musisz dogonić całej grupy kolaży 🙂
Nie mam dużo zdjęć z tej wyprawy, na wyciąganie aparatu nie zawsze był czas, także większość robiłam na szybko telefonem. Mam nadzieję, że mimo wszytko Wam się spodobają, do następnego! :*