Za oknem paunje całkowita odwilż, aż wydawać by się mogło, że mamy wiosnę. Ale pozwólcie, że ja przeniosę Was jeszcze w krainę iście śniegiem i mrozem malowaną. Poniższe zdjęcia (sprzed kilku tygodni) to pamiątka po tej krótkiej zimie. Choć kto wie, może nas jeszcze zaskoczy? Tak czy tak będę zadowolona.

Pewnie myślicie, że nie było mnie miesiąc i zaczynam wpis jak gdyby nigdy nic? Skomentuję to tylko tak: sesja potrafi wykończyć psychicznie człowieka, jak nic innego. Dosłownie muszę sobie zrobić terapię pozytywnego nastawienia do świata. Na szczęście to nie będzie trudne, ponieważ mam zapas kompetentnych książek. Zacznę również realizację planów „na po sesji”.
Teraz może przejdę do zdjęć, skoro już (w końcu) je dodaję. Mam na sobie… wszystko z h&m’u. Nawiasem mówiąc, obecnie 90% mojej szafy wcześniej grzała miejsce na półkach, tudzież wieszakach tego sklepu. Przy okazji zaznaczam również, że teraz to będzie norma we wpisach. Ale chyba rozumiecie… zakładam, że większość z Was, mając możliwość okazyjnego kupowania, też by robiła zakupy w takich ilościach. Co do samego outfitu: jest to mój codzienny casual. Chciałam zrobić więcej ujęć bez płaszcza, gdyż stylizacja się wtedy lepiej prezentuje, ale niestety było mi już za zimno.
look – H&M
szal – STRADIVARIUS —-> zapomniałam o nim wspomnieć (jednak nie wszystko z hmu!)
Gdybym wiedziała, że pół miasta będzie chodzić owinięte tymi szalami, wcale bym go nie kupowała.
Ale już taki urok sieciówek. By być oryginalnym, trzeba byłoby się przerzucić na druty 🙂